wtorek, 9 maja 2017

CKNI MNIE SIĘ ;)

Jak przystało na rasową starą pannę, jestem dumną posiadaczką dwóch szczęśliwych kocic. Z tym posiadaniem, to oczywiście każdy "koci właściciel" doskonale wie, jak jest, no ale nie zniechęcajmy potencjalnych nowicjuszy...
No i kocham te moje Futra.
A że kocham, to i tęsknię...
Dostały karasie od wędkarza K. i czekają, aż im  zapodam. (K. własnemu kotu rybkę od pycholka odjął, aczkolwiek po dłuższej argumentacji z mojej strony)

 Dziewczynki mają zapewnioną najlepszą pod słońcem opiekę zastępczą w osobie mojej Sąsiadki, którą już dawno wzięły sobie pod łapę, i podobnie jak ze mną, robią z nią dokładnie, co chcą.
Może i stąd większa obawa, czy mnie jeszcze poznają po powrocie, czy zwyczajnie mnie zechcą? Najdłużej nie było mnie w domu ciurkiem dwa tygodnie (też z powodu szpitala, chyba żadne inne okoliczności nie zmusiłyby mnie zostawić je na tak długo).
Zagadka. Znajdź kotka...
 Fuksja pewnie będzie obrażona. Pewnie będę musiała przepraszać i zabiegać, podążać za i cierpliwie wysłuchać wszystkich miałczących skarg i oberwać fochami różnistymi za swoje. I tu jak nic pasuje mi Wisława Szymborska 

Kot w pustym mieszkaniu

Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.


Luksja raczej od razu wpakuje się na mnie, przygniecie swoimi prawie 7 kg i ruszyć się przez dłuższy czas nie da.

Albo będzie zupełnie inaczej. Nie wiem. Tak długo mnie już tam nie ma i jeszcze z miesiąc może to potrwać.
Tak bym wsunęła rękę w ich sierść (dobra, dobra - prawda jest taka, że najchętniej twarz, a jeszcze lepiej cała bym się w nie wtuliła...)

Kocice z worka :-)   


 Na wszelki wypadek jednak, gdyby zdarzyło mi się im zrobić to, czego kotu absolutnie się nie robi, ostatnie półtora roku poświęciłam na intensywne ich socjalizowanie. Z Czarną nigdy nie było większego problemu, zawsze było przynajmniej kilka osób, które z miejsca akceptowała. Gorzej z Kolorkiem. Po przejściach, długo była straszliwym dzikusem. Obecnie osiągnęłyśmy, że nie tylko toleruje ale i akceptuje kilka osób (może nawet polubiła). Przynajmniej nie wyprowadza mi się już z domu, jak tylko pojawi się ktoś nowy (gdy ja jestem). Ale oczywiście najlepiej jak wszystkie trzy będziemy sobie żyć razem długo i szczęśliwie ;).
Ckni mnie się, oj ckni, oj, oj

I do domciu mnie się chce, i do ogrodu (tu pociesza mnie jedynie zimnica, która i tak zbytnio na prace ogrodnicze nie pozwala). Tak tęsknię, że nawet momentami sprzątać mnie się zachcewa i czuję, że odkurzanie i mopowanie mogłyby sprawić mnie przyjemność (a tu już niepokojący u mnie objaw). No i do pracy też mnie się już bardzo chce - mam już kilka pomysłów do zrealizowania.

Mam jednak również świadomość, że Gliwice to moja jedyna szansa. I będę się tego szpitala pazurami trzymać, aż nie zrobią mi kapitalnego remontu...

6 komentarzy:

  1. Ty się grzecznie słuchaj lekarza i nie kombinuj bo koty to są wspaniałe ale od nich czasem trzeba się i tej no asertywności uczyć. Masz zdrowieć, bo co kotu po niezdrowej właścicielce? Ja nie mam kotów, poza tym w głowie ;)) ale moja córka ma i do tego znowu cztery, znaczy dwa nasze i dwa nowe.... One wiedzą że jeść dostanę zawsze a na głaski jak było kiepsko to chodziły po całym osiedlu i do szkoły, bo tam najwięcej rąk do głaskania. Myślę, że Twoje też są zorganizowane i dają radę :) A u mnie masz kilka zdjęć z ogródka więc zdrowiej mi <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu pewnie masz rację, że one lepiej radzą sobie beze mnie niż ... ja bez nich...
      Głaski mają zapewnione w pakiecie w ramach opieki zastępczej
      A zdrowieć się staram, bo obecne leczenie to może być moja największa szansa, że dociągnę tych 45 urodzin ;). Jak zawsze dziękuje za ciepłe słowa.

      Usuń
  2. Fajne kotki. Jak przyjedziesz do domu, to będziecie się ocierać wąsikami :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, Sarenko, nawet nie wiesz, jak swoje wąsiska już stroszę na to ocieranie... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. cześć Chaziajko
    przpadkiem tu wpadłam
    i chyba zostanę!
    także nie możesz umarnąć, bo tego się nie robi blogowym koleżankom!!!
    zdrowiej, a Moce niech będą z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Rybenko i rozgość się :) Chętnie zrewanżuję się za hektolitry wypijane na Twoim blogu [serwowane przez Olgę] - chociaż ja swoich zapisków nie prowadzę tak konsekwentnie, jak Ty :)
      A nie umarnąć się bardzo staram i mam nadzieję, że Gliwice mnie w tym wesprą.
      Chociaż cały czas też wierzyłam ogromnie (a może tylko chciałam wierzyć),że i Agacie się uda. Że każdej z nas się uda...

      Usuń