Jak przystało na rasową starą pannę, jestem dumną posiadaczką dwóch szczęśliwych kocic. Z tym posiadaniem, to oczywiście każdy "koci właściciel" doskonale wie, jak jest, no ale nie zniechęcajmy potencjalnych nowicjuszy...
No i kocham te moje Futra.
A że kocham, to i tęsknię...
![]() | ||
| Dostały karasie od wędkarza K. i czekają, aż im zapodam. (K. własnemu kotu rybkę od pycholka odjął, aczkolwiek po dłuższej argumentacji z mojej strony) |
Dziewczynki mają zapewnioną najlepszą pod słońcem opiekę zastępczą w osobie mojej Sąsiadki, którą już dawno wzięły sobie pod łapę, i podobnie jak ze mną, robią z nią dokładnie, co chcą.
Może i stąd większa obawa, czy mnie jeszcze poznają po powrocie, czy zwyczajnie mnie zechcą? Najdłużej nie było mnie w domu ciurkiem dwa tygodnie (też z powodu szpitala, chyba żadne inne okoliczności nie zmusiłyby mnie zostawić je na tak długo).
![]() |
| Zagadka. Znajdź kotka... |
Fuksja pewnie będzie obrażona. Pewnie będę musiała przepraszać i zabiegać, podążać za i cierpliwie wysłuchać wszystkich miałczących skarg i oberwać fochami różnistymi za swoje. I tu jak nic pasuje mi Wisława Szymborska
Kot w pustym mieszkaniu
Umrzeć - tego się nie robi kotu.Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.
Luksja raczej od razu wpakuje się na mnie, przygniecie swoimi prawie 7 kg i ruszyć się przez dłuższy czas nie da.
Albo będzie zupełnie inaczej. Nie wiem. Tak długo mnie już tam nie ma i jeszcze z miesiąc może to potrwać.
Tak bym wsunęła rękę w ich sierść (dobra, dobra - prawda jest taka, że najchętniej twarz, a jeszcze lepiej cała bym się w nie wtuliła...)
![]() | ||||||
| Kocice z worka :-) |
Na wszelki wypadek jednak, gdyby zdarzyło mi się im zrobić to, czego kotu absolutnie się nie robi, ostatnie półtora roku poświęciłam na intensywne ich socjalizowanie. Z Czarną nigdy nie było większego problemu, zawsze było przynajmniej kilka osób, które z miejsca akceptowała. Gorzej z Kolorkiem. Po przejściach, długo była straszliwym dzikusem. Obecnie osiągnęłyśmy, że nie tylko toleruje ale i akceptuje kilka osób (może nawet polubiła). Przynajmniej nie wyprowadza mi się już z domu, jak tylko pojawi się ktoś nowy (gdy ja jestem). Ale oczywiście najlepiej jak wszystkie trzy będziemy sobie żyć razem długo i szczęśliwie ;).
Ckni mnie się, oj ckni, oj, oj
I do domciu mnie się chce, i do ogrodu (tu pociesza mnie jedynie zimnica, która i tak zbytnio na prace ogrodnicze nie pozwala). Tak tęsknię, że nawet momentami sprzątać mnie się zachcewa i czuję, że odkurzanie i mopowanie mogłyby sprawić mnie przyjemność (a tu już niepokojący u mnie objaw). No i do pracy też mnie się już bardzo chce - mam już kilka pomysłów do zrealizowania.
Mam jednak również świadomość, że Gliwice to moja jedyna szansa. I będę się tego szpitala pazurami trzymać, aż nie zrobią mi kapitalnego remontu...


